Cześć.
Nasz blog to przede wszystkim zapis naszych historii podróżniczych. Takie nasze opowieści.
Po prostu pakujemy walizki, czasem są to plecaki... i ruszamy w drogę. Raz jest to wycieczka, innym razem zaplanowane wakacje. Zawsze zabieramy ze sobą kamerę by później pokazać Wam nasze filmy i opowiedzieć o miejscach w których byliśmy, które nas zauroczyły.
Miłej lektury i miłego oglądania naszych filmów. Zapraszamy: ŁUKASZ I JANEK.
PRAGA
Co byśmy nie napisali o czeskiej Pradze, zapewne nie odkryjemy za wiele nowego. W sieci można wyszukać naprawdę wiele ciekawostek. Zresztą sami posiłkowaliśmy się informacjami, które znaleźliśmy w internecie.
Nie pozostaje nam nic innego, jak spróbować Wam opisać nasze własne doświadczenia i odczucia.
Zaczniemy od hotelu. Nie będziemy ukrywać. W Hiltonach nie sypiamy. Nasz praski hotel, poza tym, że dostaliśmy pokój z balkonem i to na 14-tym piętrze, nie różnił się od wielu innych. Szkoda tylko, że widok z niego nie był na stronę miasta a w stronę lotniska. Przynajmniej patrzyliśmy sobie na przyfruwające i odfruwające samoloty. Dostaliśmy też kluczyk do parkingu, więc autko sobie przez te 3 dni spokojnie odpoczywało. Był jeszcze w pobliżu sklep otwarty do godz. 21.00. Do metra też nie było daleko. No i bez przesiadek metro codziennie dowoziło nas do przystanku Malostranská czyli gdzieś pomiędzy kierunkiem na Hradczany a kierunkiem na Most Karola. W każdym bądź razie Wełtawa była obok, więc nie sposób się zgubić. Praga zaskoczyła nas bardzo tanimi biletami na komunikację miejską. Wystarczy kupić 15 lub 30 minutowe. W tym czasie bez problemu dostaniecie się do centrum. Później wystarczą Wam już własne nogi by zwiedzać miasto. Był taki moment, drugiego dnia pobytu. Wskoczyłem pierwszy do pociągu. Lektor już mówi - ''Drzwi się zamykają'' no i ... Łukasz i Wiolka zostali za drzwiami. Ta scena niczym z filmu na długo mi zostanie jeszcze w pamięci. Szkoda, ze nie miałem wtedy włączonej kamery. To zdecydowanie brakujący klaps z naszego filmu o Pradze. Zaczekałem na nich stację dalej. To już zobaczycie w filmie.
Od razu od pierwszego dnia, Łukasz zakochał się w Kofoli. To znany i popularny orzeźwiający czeski napój. Taka czeska cola. Łukasz po jej wypiciu dostał takiego powera, że nawet zagrał dla nich w reklamie i to zupełnie za free. To też zobaczycie w naszym filmie. Zresztą tylko w nim. Przynajmniej na razie. Zresztą tak ta nasza czeska wyprawa wyglądała. Ja biegałem z kamerą, Łukasz odgrywał rolę pierwszoplanową, no i była jeszcze Wiolka a dokładnie @wiola85. Ona zaś próbuje kariery na własną rękę, udając że śpiewa do swego telefonu. Chwilę później już ją ogląda świat na Tik Toku. Nieśmiało dodamy, że gościnnie i my czasem u niej wystąpiliśmy. Świat idzie do przodu. Jedni utknęli na You Tube i zaliczają znikome ilości wyświetleń, inni są bardziej nowocześni i w jeden dzień zbierają to, czego ... my jeszcze nie osiągnęliśmy.
Dobra, czas na zwiedzanko. Oczywiście niemal natychmiast trafiamy na dziwnie brzmiący szyld, ''Restaurace v Cipu'', i już zaczęło być nam wesoło. W kolejnych dniach dostrzegamy kolejne napisy, ''Najčerstvejšie ryby v meste'' czy zapis przy wydawaniu reszty w hotelowym automacie z kawą ''Škrábátko na mince''. Przepraszam. Może mam wyuzdane skojarzenia ale po przeczytaniu tego ostatniego napisu, ledwo utrzymałem w dłoniach kubki z kawą. Nie mogłem powstrzymać śmiechu. Całe te śmieszne polsko-czeskie sytuacje językowe zrozumiemy jedynie my, pomiędzy sobą. Żeby było jasne, niczego nie ''szukaliśmy'' 😀.
Spacer po praskim Starym Mieście odbywał się obowiązkowo poprzez
Staroměstské náměstí, zaraz obok słynny zegar astronomiczny Pražský orloj.
Stańcie przy nim obowiązkowo i poczekajcie na atrakcje wizualno - akustyczne.
Trochę tam trudno strzelić sobie fotkę no bo... każdy chce mieć co wrzucić na Facebooka czy Tik Toka ale warto być wytrwałym i nieco cierpliwym. Nam się udało. Z Krecikiem też mamy fotki. A co...?
Z Czeskiej Szwajcarii ( też o niej piszemy na blogu i też zrobiliśmy film), dotarliśmy do Pragi w południe, więc dosyć szybko poczuliśmy głód.
Chcieliśmy zjeść Bramborowe knedliki ale kelner nam oznajmił, że już nie ma. Trudno. Wszyscy zamawiamy pieczoną kaczkę z również pieczonymi ziemniaczkami oraz surówką z kapusty czerwonej. Do tego piwo Svijany. Nie zamawiajcie przypadkiem wody. Piwo jest w Czechach dużo tańsze.
Na Moście Karola, panują pewne rytuały duchowe. Pośród posągów są miejsca szczególnie ważne, także pośród turystów. Wszystko to za sprawą pewnego duchownego, Jana Nepomucena, którego dostojnicy króla Wacława IV ponoć wrzucili do Wełtawy. Miało to miejsce w XIV wieku. Tymczasem mamy wiek XXI i przez tyle lat wszyscy o tym pamiętają. Pamiętał też Łukasz.
Przy barierce zamontowany jest pewien relief, należy dotknąć rzeźby dwoma palcami lewej dłoni, wypowiedzieć w myślach życzenie i boom, życzenie się spełnia 😀. Nie wiem tylko czy każdy z nas wie, która to lewa a która prawa ręka. W każdym bądź razie życzę Łukaszowi spełnienia życzenia.
Jest też posąg Jana Nepomucena. Jego dotyka się z myślą o szczęśliwej podróży.
Przy nim fotek nie mamy.
Obowiązkowo zwiedzamy Hradczany, wykupujemy bilet do wnętrza katedry świętego Wita, na Złotą Uliczkę oraz do Starego Królewskiego Pałacu.
Jak będziecie na Złotej Uliczce to nie zapomnijcie, że w domku pod numerem 22, mieszkał i tworzył Franz Kafka. Postać związana z Czechami niczym Wojak Szwejk.
Teraz w domku możecie kupić pamiątki związane z Kafką.
A jak traficie na najwęższą uliczkę w Pradze, pamiętajcie także, że zaraz obok jest Muzeum Franza Kafki. Jedna z wielu restauracji Wojaka Szwejka również.
Natomiast na placu muzeum dość nietypowa rzeźba pewnego lokalnego artysty, Davida Černego. Jego dzieł jest w mieście znacznie więcej. My trafiamy na dwa. Opowiemy jednak o jednym. Ten drugi jest w filmie Praga.
Dwóch gości sika sobie na Czechy i to tak całkiem publicznie. Mało tego. Ponoć dużą popularnością i aplauzem ewentualnych zgromadzonych cieszy się bezpośrednie picie wody z penisów tych panów. Nie wiedzieliśmy o tym w chwili zwiedzania. Szkoda. Było tak gorąco. Pić chciało się strasznie.
Te penisy ponoć często padają ofiarą dewastacji.
Bądźmy jednak poważniejsi. Rzeźba upamiętnia wejście Czech do Unii Europejskiej i ma symbolizować stosunek polityków do kraju. Polakom chyba brak aż tak luźnego poczucia humoru. Jakoś sobie podobnej rzeźby w Polsce nie wyobrażam.
Nie byłbym sobą, gdybym pominął temat słynnej ściany Johna Lennona i zrobił sobie tam zdjęcia.
Miejsce to, bardzo kultowe dla miasta jest ciągle symbolem walki o wolność i miłość. W czasach komunistycznych, młodzież umieszczała na niej hasła przeciwko ówczesnym władzom. Władze z kolei, niejednokrotnie zamalowywali hasła a ludzi je piszących porównywano do alkoholików, psychicznie chorych czy agentów służb zachodnich.
Dlaczego taka nazwa ściany? Niegdyś widniał na niej oryginalny portret Johna Lennona a także cytaty z tekstów piosenek grupy The Beatles.
Pragę zwiedzaliśmy bez pośpiechu. Rejs statkiem przy drinku był fajnym prawie uwieńczeniem dnia, dzięki czemu nabraliśmy nieco sił by po prostu pójść przed siebie. Gdzieś nieco dalej od turystów. Spacerowaliśmy pośród uliczek, schodków na tyłach Hradczan. Ten miły, ciepły i spokojny wieczór mógł się dla nas nigdy nie kończyć.
Wielu turystów koniecznie chce zobaczyć Tańczący dom, więc i my to zrobiliśmy. Nawet wjechaliśmy na jego taras widokowy. Wstęp niestety płatny.
Napiliśmy się tam kawy, zjedliśmy ciastko i popstrykaliśmy kilka zdjęć.
Ten dom mógł stać w Warszawie ale kiedy takowa propozycja budowy padła, władze polskiej stolicy nie wyraziły zainteresowania jego budową.
Ostatni dzień poświeciliśmy na wyprawę na wzgórze Petřín.
To pełne zieleni i symboli historycznych fajne miejsce na spacer. Można tam się wybrać na piechotę ale można także wjechać specjalnym wagonikiem.
Nie musicie jechać do Paryża by zobaczyć wieżę Eiffla. Praga też ją ma. Co prawda sporo mniejszą i to bez windy ale za to kiedy już dostaniecie się na jej taras widokowy, waszym oczom ukażą się najlepsze widoki na panoramę Pragi. Ładniejszy od tego w Paryżu.
Po zejściu z niej wpadliśmy do sąsiedniego baru na małego drinka a później poszliśmy się nieco pośmiać do Labiryntu Luster.
Zeszliśmy z Petřín już o własnych siłach, zatrzymując się co jakiś czas by podziwiać piękne widoki tego jeszcze piękniejszego miasta. Miasta, które ma duszę, miasta w którym czuć luz i czuć wolność. Miasta do którego trzeba przyjechać na troszkę dłużej niż jeden dzień.
Nie przyjeżdżajcie tu na chwilkę. Pragę trzeba poczuć.
Na następną opowieść z Czech, jeszcze w tym miesiącu, zapraszamy do Mariańskich Łaźni.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz